I znów nie wiem, czy
polecać Wam tę książkę czy nie... :(
Niby książka
wciągająca, barwna, z zaskakującym (ale nie do końca)
zakończeniem, to jednak czegoś mi w niej brakuje. Wczoraj
porównałam ją do szarlotki bez cynamonu. Na pewno niektórzy nie
lubią cynamonu. Inni nie wiedzą nawet, że można go dodać do
jabłek. Ale dla mnie szarlotka bez cynamonu to jak... szarlotka bez
cynamonu :D Drażni mnie w tej książce właśnie ów brak
przyprawy. Gdy zaczęłam czytać TRAFNY WYBÓR czekałam przez kilka
pierwszych stron na ten smaczek, potem fabuła mnie wciągnęła i
mimo braku tego trudnego do określenia „czegoś” doczytałam
książkę do końca. Ale czuję ewidentny niedosyt!

Akcja książki zaczyna
się po Hitchcock'owsku – najpierw jest śmierć. Ale nie
morderstwo, tylko nagły zgon, z przyczyn naturalnych, więc od razu
widać, że klimaty będą lżejsze niż u mistrza suspencu. Zgon
Barrego Fairbrothera wywołuje duże zamieszanie wśród niemal
wszystkich mieszkańców małego miasteczka Pagford. I tu muszę
przyznać, że Rowling znów stworzyła / odtworzyła świat
angielskiej prowincji w najdrobniejszych detalach – plotki i
ploteczki, domysły, kopanie dołków pod innymi i czekanie kiedy
powinie się im noga. Wszystko to autorka opisała bardzo szczegółowo
za pomocą małego wybiegu – choć fabuła podąża od wspomnianej
śmierci Barry'ego do momentu kulminacyjnego (nie zdradzę co nim
jest, żeby nie psuć przyjemności tym, którzy jeszcze nie czytali
książki), poznajemy ją za pomocą osobnych historii kilku rożnych
postaci. A żeby wszyscy mieli przyjemność z czytania książki,
Rowling wybrała postaci skrajne, np. Miles i Samantha
Mollisonowie, to stare (niezbyt)dobre małżeństwo, z dwójką
dzieci. Miles jest lokalnym, zaczynającym tyć, prawnikiem, z
ambicjami zostania członkiem rady miejskiej Pagford. Samantha jest
znudzoną żoną i rozczarowaną życiem czterdziestolatką. W
dodatku musi zamknąć swój ukochany sklep z bielizną, dlatego
zaczyna szukać innej podniety. Są jeszcze Howard i Shirley
Mollisonowie – rodzice Mile'sa (i Patrici). Howard stoi na czele
Rady Miejskiej, a oprócz tego jest właścicielem lokalnych,
luksusowych delikatesów. Jego wieloletnią wspólniczką (i nie
tylko) jest Maureen. Tej trójki bohaterów nie lubię najbardziej –
są rozplotkowanymi, starymi intrygantami, a do tego strasznie
purytańskimi i małomiasteczkowymi. Ostatecznie, ku mojej uciesze
:), zostają za to ukarani. Bohaterów w średnim wieku jest jeszcze kilkoro, ale nie będę opisywała wszystkich, bo chyba jednak chcę zachęcić do przeczytania tej ksiązki, niż od niej odstraszyć :) Jest też grupa nastolatków –
Andrew Price, Fats Wall, Gaia Bawden, Sukhvinder Jawanda i Kristal
Weedon. Wszyscy, oprócz ostatniej, to dzieci pochodzące z
angielskiej klasy średniej, natomiast Kristal pochodzi z rodziny
patologicznej. Nie wie nawet do końca kto jest jej ojce, bo matka –
narkomanka i prostytutka, plącze siew zeznaniach. Kristal, choć ma
szesnaście lat praktycznie sama wychowuje swojego trzyletniego
braciszka, bo matka nie daje rady. Momentami postać Kristal
przeplata się prawie przez wszystkie wątki i czasem mam wrażenie,
że książka zamiast „Trafny wybór” mogłaby mieć tytuł
„Kristal Weedon”. Przypuszczam, że autorka chciała w ten sposób
pokazać jak „niziny społeczne” wpływają na angielską klasę
średnią, która, z oczywistych powodów, nie chce mieć z nimi nic
wspólnego, a w rzeczywistości ma więcej niż jej się wydaje.
Na portalu
Lubimyczytać.pl „Trafny wybór” (ang. The Casual Vacancy)
książkę zaklasyfikowano do działu Thriller/ Kryminał / Sensacja,
co wydaje mi się mocno naciągane. Ostatecznie – zgodny są w tej
książce trzy, ale próżno tu szukać sensacji, czy scen mrożących
krew w żyłach. Dla mnie to, choć dość brutalna w swojej
autentyczności, ale powieść obyczajowa.
Zastanawiam mnie co jest
przyczyną braku „przyprawy”? Co jest przyczyną, że pani J. K.
Rowling, znana wszystkim autorka serii powieści o Harrym Potterze,
popełniła jakiś błąd przy swojej pierwszej powieści dla
dorosłych? A może to nie ona popełniła błąd tylko tłumacz?
Kilka razy udało mi się przeczytać powieść w oryginalnym języku
(w moim przypadku języku angielskim) i głośno mówię – TO MA
ZNACZENIE! A często nie zdajemy sobie sprawy jak wielkie. Biorąc
pod uwagę moją słabość do Harrego Pottera – obecnie czytam go
po raz wtóry, na głos, dla moich córek, przed snem –
spodziewałam się czegoś więcej po tej książce. Może jednak
wina leży nie po stronie autorki czy tłumaczki (Anna Gralak) tylko
po mojej? To, na jakim etapie życiowym aktualnie jesteśmy, jaki
mamy humor itp. też ma znaczenie. Najłatwiej to zaobserwować na
formie szybkiej, czyli filmie. Czy zawsze jednakowo reagujemy na ten
sam film, choćby nawet komedię typu „Sami swoi”? Nie, dlatego
być może, gdy za kilka lat sięgnę po tę powieść, spojrzę na
nią inaczej i wtedy będzie ona dla mnie dziełem kompletnym? Nie
wiem, bo nie jestem jasnowidzem. Teraz wiem, że spędziłam przy
niej kilka ładnych godzin (powieść ma przeszło 500 stron), które
choć przyjemne, to jednak nie będę tego powtarzać zbyt szybko.
Ocena końcowa – w
skali 1-6 daję 4+.